Chrzan domowy tarty

Zrobienie domowego chrzanu z tartego korzenia chodziło za mną już jakiś czas, ale dotychczas nieskutecznie.  Z roku na rok obiecywałam sobie, że teraz na pewno zrobię i nie ukrywam, zawsze kończyło się kolejnym słoiczkiem kupionym w sklepie. Słyszałam co prawda opowieści od znajomych, o tym że tarcie chrzanu w domu jest dość powiedzmy uciążliwe, ale jakoś nie do końca wierzyłam, że to aż tak. W końcu w tym roku obiecałam sobie, że  sobie ten chrzan domowy tarty zrobię sama, że trzeba spróbować.

Zastanawiałam się  tylko, czy wybrać opcję ścierania chrzanu na tarce czy jednak wyciągnąć maszynkę do mięsa z odpowiednią przystawką – po chwili zastanowienia wybrałam jednak maszynkę. W przepisach często jest podawane, że aż kilogram  tego korzenia chrzanu potrzeba, ale nie ma głupich. Jak nie będę w stanie go zjeść, to co ja się będę męczyć i ścierać. Jak braknie, najwyżej dokupię.

Składniki:

  • 3 korzenie chrzanu
  • sok z  1/2 cytryny
  • sól, cukier
  • wrzątek
chrzan tarty domowy
wariacjezaminimum

Zaczyna się i brzmi prosto. „Umyć i zetrzeć, doprawić”. Tak właściwie brzmi cały przepis na chrzan tarty zawarty „Kuchni Polskiej”, wydanej w 1972 roku. Sugerują tam również dodanie  6% octu, ale ja go zamieniłam na cytrynę.

Spokojnie  korzenie najpierw dokładnie myję, a następnie cieniutko obieram i kroję na kawałki.  Już co prawda czuję w nosie przyjemny ostry zapach, ale jeszcze nie jest źle. Odpaliłam więc maszynkę do mięsa z przystawką najdrobniejszą, czyli taką do tarcia ziemniaków. I to by było na tyle z prostoty wykonania chrzanu w domu. Ponieważ właściwie już po chwili poczułam gryzący, niesamowicie ostry i piekący w oczy i oddech zapach już startego chrzanu. A dopiero niewiele starłam…. Sama tego chciałam w sumie. To nie będzie takie łatwe jakby się mogło wydawać na początku. Wrzucając do maszynki kawałki korzenia, z przerwami, z zamkniętymi i z załzawionymi oczami, myślałam, o tym, że jak to dobrze, że to tylko trzy niewielkie korzenie. I jak dobrze, że jednak nie zdecydowałam się na tarkę ręczną, wtedy bez gogli narciarskich chyba by się nie obyło. Przypadkowe nachylenie się nad świeżo startym chrzanem wypala mi  chyba wszystkie możliwe ewentualne choroby. Ma w sobie moc i to dość konkretną.

chrzan domowy tarty
wariacjezaminimum

Tak, przyznaję się przed sobą. O tym, że chrzan domowy tarty samodzielnie jest bardzo ostry to wiedziałam, ale nie podejrzewałam, że aż tak!   Ale pachnie bardzo  intensywnie, właściwie dosyć orzeźwiająco. Jakoś po długich kilkunastu minutach, z solidnymi łzami w oczach udaje mi zetrzeć w końcu całość. Nareszcie!

Już prawie koniec, dodaję do miski ze startym chrzanem soku z wyciśniętej cytryny, jakieś 3-4 łyżki wrzątku, doprawiam solą i cukrem. I zamykam w słoiczku. Szczelnie! Mam małą nadzieję, że w ciągu tych kilku dni, straci chociaż kilka procent ze swojej ostrości. Powiedziałabym, że ostrość świeżego chrzanu, naprawdę robi wrażenie, więc warto. Nawet za cenę tych paru łez. I  tak sobie myślę, że zawsze mogę dodać do niego ugotowanego jajka, czy buraków.  A ten sklepowy chrzan nie ma chyba nawet połowy tej ostrości. Ostateczne wrażenia opiszę jak już go będę z czymś zjadać w ciągu najbliższych dni. I subiektywnie mi się wydaje, że raczej ten mały słoiczek wystarczy i nie będzie konieczności dokupowania kolejnego korzenia chrzanu.

chrzan domowy tarty
wariacjezaminimum

Zerknij tu

  • https://centrum.fizjoterapeuty.pl/ Kamil

    😀 miałem okazję raz robić taki chrzan do słoiczka. wrażenia podobne 😉 Jednak wybieram opcję sklepową, mimo że jest słabszy. Trochę się meczyłem przy tarciu (ręcznym)

    • http://wariacjezaminimum.pl wariacje_za_minimum

      Wrażenia bezcenne, ale warto:)

  • https://www.zycieipodroze.pl Aneta Grenda

    Uwielbiam chrzan. Szkoda, że w Wietnamie nie jest zbyt łatwo dostępny, bo chętnie przygotowywała bym go domowym sposobem 🙂

    • http://wariacjezaminimum.pl wariacje_za_minimum

      Szkoda, ale w Wietnamie masz mnóstwo innych kulinarnych możliwości, które z kolei w moim Krakowie nie są dostępne;)

  • Justyna

    Świetnie to wszystko opisałaś! Super się czytało 🙂