Zimowe dolinki podkrakowskie

doliny krakowskie zima 2017

dolinki krakowskie zima 2017

W planach były góry, ale ferie się w moim mieście zaczęły i ludzie tą trasą zakopiańską jakoś częściej  w te góry jeżdżą.. I szkoda marnować czasu na parę godzin stania w korkach na „Zakopiance”, dlatego trzeba wymyślić plan B.  I ten plan wymyślił  podkrakowskie dolinki zimą. Plusem jest to,

że dojazd tańszy niż w góry,  tylko bilet strefowy trzeba kupić.  Mnie akurat nie dotyczy, ponieważ po oddaniu ponad 15 L krwi dla innych mogę już do MPK nie dopłacać, co czyni dla mnie ten wypad jeszcze tańszym, więc korzystam, dlaczego nie.  Jedziemy znowu we dwie, zawsze to lepsza motywacja, niż samemu się wybierać.  To jest tak, że samemu to zawsze znajdzie się jakąś wymówkę, a tak? Umawiam się, co prawda nie chce mi się jak cholera,  no ale się przecież na to łażenie umówiłam- choć z chęcią zamknęłabym oczy i przewróciła się na drugi bok..

Przyznaję, że ledwo dotarłam na ten jedyny umówiony tramwaj,(niedziela, 8 rano!), bo następny byłby  dopiero za godzinę więc kiepsko. Jedzenie jakieś mamy, herbata w termosie i napoje są. Plan jest taki, że  parę godzin lajtowo połazimy i wracamy. Ważne, żeby połazić, żeby odpocząć, żeby odetchnąć. Naprawdę przyjazne tereny można wyszukać niedaleko swojego miasta i co ciekawe- faktycznie minimalnie może taki wypad kosztować, a sprawia przyjemność, dodaje energii do działania i świeżego oddechu, co w moim mieście jest szczególnie zimą nieco utrudnione.


Ogólnie wiemy gdzie chcemy trafiać, ale tak się składa kierowca zapytany nie jest zorientowany w ogóle, bo na tej trasie po raz pierwszy jedzie… czyli nieźle nam się wyjazd zaczyna.On nie wie.. my tak średnio. Wysiadamy mniej więcej zgodnie z instrukcjami wyszperanymi gdzieś na necie, gdzie pełno takich informacji jest.

doliny krakowskie zima 2017

Chyba jesteśmy zgodnie z planem i mapą, więc łazimy sobie początkowo po równym po udeptanym śniegu, na tyle lekkim, że moje stuptupy zostają w plecaku, ciężkie nie są, założę później.

I tak sobie niespiesznie truptamy, po szlaku, po rezerwatach, przy okazji delektując się absolutną ciszą i swobodnym, świeżym, nieco mroźnym powietrzem. Jest cudownie, spokojnie, oprócz nas rzadko ktoś się pojawia. I to jest tak niedaleko! Nie wiem czemu, dopiero teraz zaczynam odkrywać takie miejsca.

Wybrana przez nas trasa, zrobiona  bardziej lub mniej okrężnie powiodła nas z Mnikowa aż  do Nielepic, przez dwa cudne i do tego prawie bezludne o tej porze rezerwaty; Dolina Mnikowska i Zimny Dół.

Miało być lajtowo, a wyszło nam  jakieś 7 godzin łażenia. Trochę po równym, trochę po lesie, trochę pod górę- żeby się jakoś zmęczyć. Przerw specjalnie nie robiłyśmy, bo jak tu usiąść- jak wszędzie śnieg i śnieg.  Po brnięciu przez ten śnieg-  buty po tych  kilku godzinach lekko mokrawe były, jeszcze godzina takiego łażenia i wyciskałabym mokre skarpetki.Wniosek taki, że na buty na wypady zimowe, jednak trza trochę przyoszczędzić.


I dobrze, że dobrzy ludzie są bo na nieoznakowanym przystanku, mogłybyśmy sobie sterczeć do dnia następnego! Zmęczenie cudowne, moc do działania, chęć na więcej.

 

 

Może Cię zaciekawić

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *